skpt.warszawa@gmail.com

Kartka z Kalendarza

Author: admin

,,Ładniejsze miejsce na kuli ziemskiej, jeśli jest – to niech sobie będzie”. Skuszone rekomendacją Stefana Żeromskiego, SKPT wyrusza na spacer Doliną Kościeliską. 1. Wejście do doliny otwiera skalna brama, jedna z trzech, jakie zauważymy podczas spaceru. Niżnia, pośrednia i wyżnia brama wyznaczają odcinki trasy. Łącznie do przejścia mamy ok 8,5 km.  2. Po ok. 5 minutach marszu natkniemy się na bacówkę; to tutaj powstaje słynne na całą Polskę oscypki. Należy pamiętać, że baca jest szefem, robi oscypki, to juhasi pasą owce - tradycyjnie od św. Wojciecha (23 kwietnia) do św. Michała (23 września). Tutejsza bacówka prowadzona jest przez p. Józefa z żoną Haliną od 1992 roku. 3. Kolejnym przystankiem jest kapliczka, zwyczajowo zwana zbójnicką, ze względu na rzeźby zbójnika harnasia i poszukiwacza skarbów. Naprawę postawili ją górnicy, wydobywający miedź, srebro, rudy metali kolorowych i żelaza.  4. Skręcając w stronę nieczynnej obecnie jaskini Mroźnej natkniemy się na wywierzysko, zjawisko krasowe, w którym wody podziemne napotkawszy na opór skały wypływają na powierzchnię. Tutejsze nosi nazwę Lodowe Źródło, ma stałą temperaturę wody, ok. 4°C oraz przepływ od 240 do 600 litrów wody na sekundę.  5. Warto zboczyć z trasy, by odwiedzić wąwóz Kraków oraz jaskinię Smocza Jama. Znajdziemy tu trochę wysokogórskich emocji: drabinka, kilka łańcuchów, które spokojnie pokona każdy początkujący tatrzański turysta. 6. Hala Pisana, punkt do którego dojeżdżają konne zaprzęgi, jest popularnym miejscem odpoczynku w trakcie wędrówki. Kiedyś znajdowało się tu schronisko, spalone w czasie II wojny światowej. Odbudowane po wojnie, jednak sprzedane w 1987 roku na potrzeby filmu “Trójkąt bermudzki”, w którym zostało wysadzone w powietrze.  7. Jednym

Dziś Kościół Rzymski obchodzi wspomnienie świętego, który w samej Warszawie patronuje aż dwóm kościołom - parafialnemu przy Powązkowskiej oraz niegdyś filialnemu, a obecnie głównemu kościołowi parafii św. Andrzeja - to ten na Chłodnej. Mowa o św. Karolu Boromeuszu, synu bogatej rodziny arystokratycznej z Lombardii, mającej koligacje z Medyceuszami. Sam Karol, urodzony w 1538 roku jako drugi syn, przeznaczony został do stanu duchownego. I możliwe, że byłby jednym z wielu "książąt kościoła" gdyby nie to, że jego wuj został Piusem IV. Młody (22 lata) Karol został zatem "okiem papieża", bardzo ważnym dostojnikiem, który odegrał bardzo istotną rolę podczas trzeciego, najowocniejszego zjazdu Soboru Trydenckiego. Przewodził pracom nad katechizmem, a później w swojej diecezji (Mediolanu) pilnował czy postanowienia soboru są wdrażane. A nie było to takie proste, bo kościół II połowy XVI w. był jeszcze w gorszym stanie niż kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy Luter przybijał tezy do drzwi w Wittenberdze. Duchowieństwo było leniwe i rozpasane, klasztory zaniedbane. Funkcjonariusze Kościoła grzeszyli wszystkim, tylko nie wykształceniem, a urzędy się kupowało albo dostawało dzięki koligacjom (nie inaczej sam Boromeusz) Postanowienia soboru Karol wdrażał najpierw w Rzymie, a potem w swojej diecezji Mediolanu. Założył tam pierwsze seminarium duchowne (ich zakładanie było jednym z postanowień soboru), powywalał z kościołów zbędne ozdoby, starał się przywrócić pierwotne porządki. Innymi słowy, rozpoczął kontrreformację. Postać Boromeusza jest bardzo charakterystyczna dla jego czasów. Z jednej strony dbał o edukację i poziom kleru, słynął również z akcji charytatywnych i "uświadamiających", z drugiej jego konikiem był udział w procesach przeciw czarom i osobiście nadzorował egzekucje. Świętym obwołano go już w roku

Dla polskiej szlachty jednym z głównych powodów, dla których Rzeczpospolita była najlepszym krajem Europy, był fakt, iż polscy monarchowie nie muszą się obawiać o swoje życie. I faktycznie, zamachy na władców Rzeczpospolitej można policzyć na palcach jednej ręki. Właśnie dziś przypada rocznica jednego z nich. Wieczorem, 3 listopada 1771 r. z pałacu Paca, gdzie mieszkał Kanclerz Wielki Litewski Michał Czartoryski, wyjechała karoca króla Stanisława Augusta. Towarzyszył jej mały oddział gwardzistów. Kiedy powóz przejechał skrzyżowanie z ulicą Kozią, na Miodową wyjechały trzy grupki porywaczy. Większa część obstawy, widząc znaczącą przewagę napastników, opuściwszy króla, uciekła do Zamku. Przy Stanisławie Auguście Poniatowskim pozostało zaledwie dwóch hajduków: Jerzy Henryk Butzau oraz Szymon Mikulski, którzy polegli w jego obronie. Król starał się uciec do pałacu Michała Czartoryskiego, z którego przed chwilą wyjechał, jednak służba nie otworzyła przed nim bramy. Porywacze szybko dopadli króla i, zraniwszy w głowę, uprowadzili. Istnieją różne wersje wydarzeń, które nastąpiły później, lecz wszystkie są niekorzystne, a wręcz ośmieszające dla porywaczy. Według pierwszej z nich, jadąc w stronę klasztoru kamedulskiego na Bielanach zatrzymali się w młynie na Burakowie, ponieważ Stanisław August nie był w stanie dalej jechać z powodu upływu krwi z zadanej mu rany. Napastnicy, nie mając dalszego planu, co zrobić z monarchą pokłócili się między sobą i zaczęli się rozjeżdżać. Gdy w młynie pozostał ostatni z porywaczy Jan Kuźma, król szybko przekonał go, aby zwrócił mu wolność w zamian za łaskę i darowanie win. Według innej wersji porywacze po prostu pogubili się we mgle i ciemności, a do młyna na Burakowie dotarł

Zapraszamy na cotygodniowe piątkowe zwiedzanie online z SKPT. Dziś przyjrzymy się atrakcjom miasta kojarzonego z węglem, siatkówką, hokejem i brakiem kolei pasażerskiej. Zapraszamy do Jastrzębia-Zdroju.  Więcej wpisów http://skpt.om.pttk.pl/zwiedzaj-z-skpt/ Rozwój Jastrzębia-Zdroju związany był z odkryciem źródeł solankowych. Jednym z pierwszych obiektów jastrzębskiego uzdrowiska był widoczny na zdjęciu Dom Zdrojowy z 1862 roku. Budynek znajduje się w sercu Parku Zdrojowego - wizytówki miasta - miejscu, gdzie wciąż można poczuć uzdrowiskowy charakter miejscowości.. Naprzeciwko Domu Zdrojowego w Jastrzębiu-Zdroju stoi charakterystyczny zielony budynek z wieżą pośrodku, w której w czasach uzdrowiska znajdował się zbiornik na solankę. Dziś mieści się w nim Galeria Historii Miasta. Na terenie Parku Zdrojowego w Jastrzębiu-Zdroju zobaczyć można pomnik upamiętniający śmierć 15 więźniów podczas marszu śmierci. To jedno z dwóch upamiętnień miejsc pochówku więźniów ewakuowanych z KL Auschwitz przez Pszczynę do Wodzisławia Śląskiego. Od 17-21 stycznia 1945 roku wyprowadzono z KL Auschwitz i jego podobozów około 56 tysięcy więźniów w pieszych kolumnach ewakuacyjnych. Najstarszym zabytkiem miasta jest kościół pw. św. Barbary i Józefa. Został zbudowany w pierwszej połowie XVII wieku w Jedłowniku (dzielnicy Wodzisławia Śląskiego). Kościół został przeniesiony na osiedle Przyjaźń w Jastrzębiu-Zdroju, pierwszym osiedlu stworzonym na potrzeby otwierających się kopalni węgla kamiennego.  Widoczny na zdjęciu pomnik upamiętnia wydarzenia związane z podpisaniem porozumień jastrzębskich. W 1980 roku Międzyzakładowy Komitet Strajkowy i Komisja Rządowa podpisały porozumienie, w którym zawarto 21 postulatów. Wśród nich wolne soboty, wzrost zarobków, płaca minimalna i ograniczenie administracji państwowej. Oddalmy się od centrum Jastrzębia-Zdroju, pozostając w jego granicach. W dawnej wsi Borynia zobaczyć można malowniczy pałac z drugiej połowy XVIII wieku. Właścicielem okolicznych

Bielsko-Biała to dziś jedno miasto, jednak nie trzeba bardzo bystrego oka, by dostrzec, że dwa połączone siedemdziesiąt lat temu organizmy wciąż posiadają swoją odrębność i specyfikę. Pokażemy je więc osobno, a zaczniemy od starszego: Bielska. Więcej wpisów http://skpt.om.pttk.pl/zwiedzaj-z-skpt/ Jeśli przyjedziemy do Bielska koleją, a dlaczegóżby nie przyjeżdżać koleją, zwiedzanie zaczniemy już od dworca. Wybudowany w 1890 r., a odnowiony w 2001 r., uważany jest za jeden z najpiękniejszych, zabytkowych dworców kolejowych w Polsce. Najbardziej chyba rozpoznawalnym zabytkiem Bielska jest zamek Sułkowskich, średniowieczna warownia, przebudowywana w kolejnych wiekach na arystokratyczną rezydencję, strzegąca wstępu na Stare Miasto.  Zamek Sułkowskich jest główną siedzibą Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej. Muzeum udostępnia zarówno historyczne wnętrza, jak i zbiory sztuki oraz ekspozycje poświęcone dziejom regionu. Można również dotrzeć do najstarszych, jeszcze średniowiecznych, partii tego obiektu. Katedra św. Mikołaja w Bielsku jest równie stara, jak samo miasto, choć jej dzisiejsza forma jest efektem wczesnomodernistycznej przebudowy z lat 1909–1912. Godność katedry świątynia otrzymała niedawno, dopiero w 1992 roku. Jeszcze kilkanaście lat temu bielskie Stare Miasto, zaniedbywane przez dekady, sprawiało dość przygnębiające wrażenie. Dziś rynek jest już zrewitalizowany (w obowiązującym stylu granitowo-fontannowym), jednak przyległe uliczki i zaułki wciąż mogą przyciągać romantyków i turpistów. Bielsko jest jednym z głównych ośrodków luteranizmu w Polsce. Znajdują się tu dwie parafie ewangelicko-augsburskie (a trzecia w Białej), siedziba biskupa diecezji cieszyńskiej oraz jedyny w Polsce pomnik Marcina Lutra. Ewangelicka dzielnica na obrzeżu Starego Miasta nosi nazwę Syjonu. Historia Bielska to również historia przemysłu. A ten, jak zwykle, rozwijał się na początku na bazie skromnego rzemiosła; w przypadku tego miasta - tkackiego. Jednym

31 października 1883 roku poświęcono największy ówcześnie warszawski kościół. Konsekracji dokonał metropolita Wincenty Popiel. Budowa świątyni trwała już od ponad dwudziestu lat, a miała potrwać przynajmniej kolejne dziesięć. Jak widać na naszej ilustracji, korpus kościoła osiągał dopiero stan surowy. Jeśli rycina nie oddaje dość dobrze, o jaki kościół chodzi, data - wigilia Wszystkich Świętych - sprawę wyjaśnia. Chodzi rzecz jasna o kościół parafialny Grzybowa. Ówczesna prasa tak opisywała tę ogromną inwestycję: "Przed 24-ma laty, a mianowicie w dniu 23-im października r- 1859 go, odbyło się pierwsze posiedzenie nowootworzonego komitetu budowy kościoła, na cel którego ś. p. Gabrjela z Gutakowskich hr. Zabiełłowa przekazała plac obszerny wraz z nieruchomością, oznaczony nrem 1084 na Grzybowie i 12,000 rs. kapitału. Zebrani członkowie znaleźli się w prawdziwym kłopocie kiedy im przyszło wyrzec stosowny program budowy przyszłej świątyni, legowany bowiem kapitał nie wystarczał nawet na rozpoczęcie dzieła w tych rozmiarach w jakich go widzieć pragnęła zacna fundatorka. Początkowo noszono się z myślą wybudowania skromnego kościoła, jako filji parafji św. Krzyża, lecz szybko rosnąca ludność w dzielnicy miasta nieposiadającej ani jednego kościoła, skłoniła do pomyślenia budowy wielkiej świątyni mogącej pomieścić od2,000 do 8000 osób. [

"Nad główną bramą bazyliki widniał obraz Boboli przywiązanego do słupa i dręczonego przez siepaczy, opatrzony odpowiednimi napisami. Cała bazylika była wewnątrz obita czerwonym adamaszkiem ze złotymi galonami i frędzlami. Przed balustradą oddzielającą konfesję św. Piotra od reszty świątyni umieszczono na lewym i prawym bocznym pilastrze napisy w języku łacińskim. Nad trybunami przygotowanymi dla chóru zawieszono obrazy przedstawiające uleczenie Florkowskiej i Chmielnickiego. Nad konfesją św. Piotra widniał wizerunek Błogosławionego, na razie jeszcze zasłonięty.O godzinie 10 rozpoczęła się uroczystość. Do konfesji św. Piotra weszli członkowie Kongregacji Obrzędów. Postulator sprawy w krótkiej przemowie przedstawił cnoty i męczeństwo Boboli i poprosił prefekta Kongregacji o ogłoszenie brewe beatyfikacyjnego. Sekretarz Kongregacji stanął na mównicy, odczytał brewe apostolskie.Na treść brewe złożył się krótki życiorys Męczennika, jego cnoty, śmierć za wiarę, cuda zawdzięczane jego wstawiennictwu, przebieg procesu beatyfikacyjnego, w końcu sam dekret: "Dla tych powodów, pragnąc, by w tak ciężkich czasach i wobec wielkiej liczby nieprzyjaciół, wierni Chrystusa uzyskali nowy wzór, któryby wzmógł ich odwagę w walce, skłaniając się do próśb całego Towarzystwa Jezusowego i opierając się na zdaniu WW. Braci Naszych, św. Kościoła Rzymskiego kardynałów, członków Kongregacji Świętych Obrzędów, powagą apostolską, tym listem pozwalamy, tegoż Sługę Bożego Andrzeja Bobolę, kapłana profesa Towarzystwa Jezusowego, który za wiarą katolicką i dusz zbawienie poniósł męczeństwo, nazywać odtąd imieniem Błogosławionego i ciało jego oraz święte relikwie wystawiać na cześć publiczną".Po południu o godzinie 16 sam Ojciec św. Pius IX, przybrany w strój czerwony, w otoczeniu kardynałów i dworu przyszedł oddać cześć błogosławionemu Męczennikowi. Tak skończył się ten wielki dzień." Tak relacjonował uroczystości

Na rogu 6 sierpnia i Topolowej, 29 października 1933 roku odsłonięto pomnik. Takiego skrzyżowania w dzisiejszej Warszawie nie ma. Nie ma też tego pomnika. Gdyby był, na skrzyżowaniu Nowowiejskiej z Aleją Niepodległości stałby Pomnik Poległym Saperom. Pomnik ten został stworzony z inicjatywy grona żołnierzy saperów, którzy pragnęli upamiętnić kolegów poległych w czasie I wojny światowej i wojny z bolszewikami. Środki przeznaczone na realizację tego pomnika pochodziły wyłącznie z kieszeni żołnierzy. Również miejsce, w którym został ustawiony jest przykładem na to jak swojego typu prywatna była ta inicjatywa: "Sapera" ustawiono na działce, która należała do władz wojskowych. Dzięki temu nie było konieczności negocjowania z miastem, ani tym bardziej wykupowania od nikogo ziemi pod Pomnik. W prasie lat trzydziestych pojawiały się różne opinie i reakcje na ten pomnik. W roku 1934, w czasopiśmie "Architektura i Budownictwo" pojawiła się opinia, że: ”…załatwienie sprawy w drodze najmniejszego oporu, nie powinno stanowczo być decydujące, gdy chodzi o rzeczy długotrwałe, mające wpływ zasadniczy na przyszłość miasta. „Saper” stać będzie w śródmieściu, w węźle ruchliwym, otoczonym budynkami, bez korzystnego widoku z dalszej odległości, asymetrycznie w stosunku do ulic” a także, że: „…miejsce pomnika jest przeszkodą do prawidłowego ukształtowania kompleksów budowlanych: trakty ulegają różnym załamaniom i przerwom w innym wypadku nieuzasadnionym”. Z tego właśnie powodu, w okolicach skrzyżowania z Nowowiejską, powstał wyłom w pierzei alei Niepodległości widoczny do dzisiaj. Pomnik poległym saperom istniał prawie do końca drugiej wojny światowej. Tam mieszkańcy manifestowali swój patriotyzm kładąc kwiaty, a wieść gminna niesie, że gdy kwiaty się skończyły, kładli w zamian rzodkiewki. Dzisiejszy Pomnik Chwała saperom

Kiedy używa się zwrotu "polski papież", znakomita większość Polaków łączy go z postacią św. Jana Pawła II. Jest to skojarzenie oczywiście słuszne, ale czy jedyne uzasadnione? Przypomnijmy zatem wydarzenie, które miało miejsce w Warszawie 28 października 1919 r. w archikatedrze św. Jana. Wówczas to z rąk prymasa Królestwa Polskiego Aleksandra Kakowskiego przyjął sakrę biskupią Ambrogio Damiano Achille Ratti i został arcybiskupem tytularnym Nafpaksos. Do Polski Achille Ratti trafił jako wizytator apostolski papieża Benedykta XV, zaś później został pierwszym nuncjuszem apostolskim w odrodzonej Rzeczpospolitej. W trakcie bitwy warszawskiej był obok ambasadora Turcji jedynym dyplomatą, który nie wyjechał z Warszawy. Jego służba w Polsce nie była jednak łatwa. Z metropolitą krakowskim Adamem Sapiehą pozostawał w jawnym konflikcie, przez co ów otrzymał kardynalski kapelusz dopiero od Piusa XII. Jego próby mediacji konfliktu bolszewicko-polskiego były hamowane przez samego papieża i były źle widziane w Polsce. Z kolei misja na Śląsku, gdzie miał zapobiegać angażowaniu się duchowieństwa w polityczną agitację przedplebiscytową narobił mu wrogów tak po polskiej, jak i niemieckiej stronie. Zatem w 1921 r. opuścił Polskę, by 13 czerwca przywdziać kardynalską czerwień, objąć arcybiskupstwa Mediolanu, a już kilka miesięcy później Tron Piotrowy jako Pius XI. Wspominane dziś wydarzenie uwiecznił na drzwiach do archikatedry ich twórca Adam Jabłoński. Achille Ratti posiada ponadto trzy tablice upamiętniające jego osobę w Warszawie. Znajdują się one w eremie kamedulskim na Bielanach, w Bazylice Najświętszego Serca Jezusa na Kawęczynie oraz przy ul. Książęcej. Na zdjęciu od lewej: Piłsudski, Kakowski, Ratti.

Kiedy 5 marca (albo 2, bo tak naprawdę nie wiadomo kiedy) zgasło słońce postępowej ludzkości, wszyscy w krajach podporządkowanych wówczas ZSRR zaczęli upamiętniać Józefa Stalina w przestrzeni publicznej. Znamy historię przemianowania Katowic na Stalinogród, na Węgrzech ich odpowiednik Nowej Huty nazwany został Sztálinváros, nawet Rumuni przemianowali siedmiogrodzki Braszów na Orașul Stalin. W Warszawie zmieniono tylko nazwę jednej ulicy, ale za to ważnej i reprezentacyjnej; Aleje Ujazdowskie przemianowano na Aleję Stalina. Stało się to na wiosnę roku 1953 i trwało do 27 października 1956 roku, kiedy to Rada Narodowa w Warszawie zdecydowała się przywrócić ulicy historyczną nazwę. Przyczyna była prosta - po październikowym wystąpieniu Gomułki nastała odwilż, która zaowocowała odwołaniem kultu Stalina. Zatem nie było potrzeby już go upamiętniać. Niestety nie udało nam się znaleźć zdjęcia żadnej tabliczki z tymczasową na szczęście nazwą ulicy. Prezentujemy zatem za trasbus.com fragment planu Warszawy z roku 1955, planu o tyle śmiesznego, że nie pokazującego, pewnie ze strachu przed szpiegami, ani Mostu Gdańskiego, ani średnicowego i na którym nie ma linii kolejowych. Aleje Ujazdowskie w centrum skanu.

Jak będą wyglądały zajęcia na kursie przewodnickim SKPT? Na naszym kursie czeka Cię 69 godzin wykładów i 144 godzin zajęć praktycznych w terenie.  Jak będą wyglądały zajęcia na kursie przewodnickim SKPT? Wykłady będą odbywać się w formie stacjonarnej we wtorki w godzinach 18:00 – 21:00. Na miejsce wykładów wybraliśmy kawiarnię Jaś&Małgosia przy al. Jana Pawła II 57 w Warszawie. Serwują tam przepyszną kawę i z całego serca ją polecamy, choć gwarantujemy, że na naszych wykładach nie będziesz jej potrzebował. Potrafimy przekazać wiedzę w przystępny sposób i naszym celem życiowym nie jest usypianie słuchaczy.  Nasi wykładowcy są dyplomowanymi varsavianistami, doświadczonymi dydaktykami i trenerami rozwojowymi. Poza zajęciami typowo teoretycznymi, np. z historii Warszawy czy religioznawstwa, będą się odbywać zajęcia w formie warsztatowej, angażującej uczestników kursu: zajęcia z metodyki, I pomocy czy tworzenia scenariusza wycieczki. Zajęcia mogą być też świetną okazją do rozwinięcia w sobie wielu kompetencji miękkich, mniej lub bardziej związanych z przewodnictwem.  Zajęcia praktyczne zaplanowane są na co drugi weekend w godzinach 9:00 – 15:00. Wierzymy, że jedyną możliwością nauczenia się oprowadzać jest… oprowadzanie, dlatego zajęcia będą zawsze prowadzone w formie angażującej uczestników. Zajęcia w terenie będą będą się odbywać pod czujnym okiem instruktorów przewodnictwa PTTK i doświadczonych, praktykujących przewodników. Będziesz mieć możliwość przygotowania swoich własnych wystąpień, a informacja zwrotna, którą dostaniesz ma na celu wskazanie Twoich mocnych stron, na których chcemy, żebyś potem opierał swój własny styl przewodnicki. więcej: http://skpt.om.pttk.pl/kurs-przewodnicki/ W cenie kursu przewodnickiego po Warszawie: Wykłady z dyplomowanymi varsavianistamiZajęcia w terenie z doświadczonymi instruktorami przewodnictwaDostęp do materiałów przygotowanych przez wykładowcówZajęcia metodyczne pod okiem trenera rozwojowegoEgzamin teoretyczny i praktyczny nadający uprawnienia Przewodnika PTTK6-godzinny kurs I pomocyWycieczka autokarowaBilety

Jakiś rok temu z hakiem pisaliśmy o akcji "Wieniec" czyli o wysadzeniu przez AK torów kolejowych na liniach promieniście wychodzących z Warszawy. A teraz napiszemy o czymś, co stało się potem. Aby odwrócić podejrzenia od siebie, AKowcy w miejscach zamachów zostawili ślady mające świadczyć o tym, że za zamachami stoją komunistyczni partyzanci (np radziecką broń). No i Niemcy dali się nabrać w tym sensie, że aresztowanych członków socjalistycznego i komunistycznego podziemia, zamkniętych w tym czasie na Pawiaku, stracili w nocy z 15 na 16 października. Wtedy to organizująca się już od jakiegoś czasu w stolicy Gwardia Ludowa PPR zaplanowała odwet. Plan zakładał jednoczesny atak na trzy kawiarnie "Nur fuer Deutsche" - Cafe Otto w Al. Jerozolimskich 26, "Mitropę" w budynku Dworca Głównego i właśnie Cafe Club, którego dotyczy niniejszy wpis. Cafe Club mieścił się w tej kamienicy Istomina, która dziś już nie stoi, a w jej miejscu stoi empik "koło palmy". Plan bojowców zakładał wrzucenie we wszystkie trzy miejsca wiązek granatów (siły PPRowców były tak skąpe, że każdego zamachu dokonywała trójka bojowców, i na żaden ambitniejszy plan nie było ani ludzi ani sprzętu). Podczas przygotowań nastąpiła jeszcze zmiana, bo zamiast Cafe Otto zaatakowano redakcję "Nowego Kuriera Warszawskiego". Zamachu dokonała trójka: Roman Bogucki "Roman", Tadeusz Findziński "Olek" i Jerzy Duracz "Jurek" - ten ostatni to syn adwokata Teodora, co ma ulicę na Bielanach. W zamachu nikt nie zginął po obu stronach, kilkunastu Niemców zostało rannych. Powiodły się również dwie pozostałe akcje. Ciekawym epilogiem zamachu było to, że Niemcy obłożyli Warszawę kontrybucją w wysokości miliona złotych. Kontrybucja ta

Niecały rok temu pisaliśmy o Transatlantyckiej Stacji Nadawczej w Babicach. Stację tę musiał ktoś obsługiwać, dlatego też na niedalekich polach powstało Pierwsze Osiedle Łączności, od 1936 roku zwane Boernerowem. No i powstał również problem jak skomunikować to podwarszawskie wówczas jeszcze osiedle z Warszawą. Dlatego też między marcem a październikiem 1933 roku trwały prace nad budową linii tramwajowej łączącej osiedle z siecią tramwajów miejskich. 22 października 1933 Minister Poczt i Telegrafów w towarzystwie Dyrektora odpowiednika obecnego ZTM otworzył uroczyście linię tramwajową "B". Kursowała ona między Ulrychowem (obecnie i wtedy też róg Górczewskiej i Księcia Janusza) a osiedlem, najpierw wzdłuż granicy miasta, wypadającej wtedy na ul. Księcia Janusza, a na wysokości Obozowej skręcała na zachód i z grubsza tak jak obecnie leci ulica Radiowa dojeżdżała do szosy łączącej pierścień fortów (ob. Kaliskiego, o którym też pisaliśmy) aby po skręcie w prawo dojechać do pętli na Osiedlu Łączności. Linia ta istnieje do dziś, po jej niewielkiej modernizacji w latach 50. (budowa ul. Dywizjonu 303 i wiaduktu nad towarową linią obwodową) i czasowym wyłączeniu kilka lat temu w dalszym ciągu dowozi pasażerów na Boernerowo, już w granicach miasta. Specyfiką tej linii jej to, że jest ona na końcowym odcinku jednotorowa, a ruch w dwóch kierunkach zapewniają mijanki na Grotach i Górcach. Załączamy komunikat Zarządu Tramwajów miejskich m.in. o uruchomieniu linii "B" (kursującej do 8.09.1939 i potem od maja 1940 do wiadomo kiedy), za cab.waw.pl

ZOSTAŃ PRZEWODNIKIEM!  Chcesz zacząć pracować w turystyce? Chcesz zdobyć wymarzony zawód?Jesteś ciekawy świata?Chcesz poznać nowych ludzi i zdobyć nowe hobby?Interesuje Cię Warszawa?Lubisz pokazywać nowe miejsca znajomym?Chcesz się nauczyć wystąpień publicznych? Jeśli tak, Kurs Przewodnicki po Warszawie jest dla Ciebie!  Zapisz się już dziś i zostań Przewodnikiem po Warszawie. Start 7 grudnia 2021 r. Wykłady: wtorki 18:00 - 21:00Miejsce wykładów: kawiarnia Jaś&Małgosia przy al. Jana Pawła II 57Zajęcia w terenie: co drugi weekend 10:00 - 16:00 Cena kursu: 1 950złDla studentów: 1 850złRabat 100 zł za płatność z góry   W cenie: Wykłady z dyplomowanymi varsavianistami Zajęcia w terenie z doświadczonymi instruktorami przewodnictwa Dostęp do materiałów przygotowanych przez wykładowców Zajęcia metodyczne pod okiem trenera rozwojowego Egzamin teoretyczny i praktyczny nadający uprawnienia Przewodnika PTTK 6-godzinny kurs I pomocy Wycieczka autokarowa Bilety do muzeów uwzględnionych w harmonogramie Dowiedz się więcej skpt.warszawa@gmail.com   ZAPISYhttps://forms.gle/4ZxjjiYQFr4PnWMt5  

You don't have permission to register